POEZJA WSPÓŁCZESNA
 WJP  --2011.10.04-- |
"Prosta historia"
Do tylu kościołów wchodziłem
daremnie, gipsowe figurki śmiały się ze mnie...
Pozostawione dzieci płakały,
resztki Boga trzeba było wyskrobywać
z ich zabłoconych kurtek,
ojciec buszował w knajpach, nawiedzał dziwki,
świat oddalał się jak chybotliwy wagonik
bez konduktora, bez maszynisty;
potem takie same dzieci spotykałem
w szkołach, uczyłem je poprawnej pisowni
własnych nazwisk, wpatrywały się we mnie
jak w maszynistę, wybierałem z nich
najlepsze do składu na mecz
z sąsiednią biedą, i kiedy obrzucały się błotem
na boisku pod hałdą, miałem łzy w oczach.
Wiem, miało być o Bogu.
- Karol Maliszewski |
Dżej dżej  --2011.10.04-- |
(...)
Wspiął się i patrzy w bystrza Woliborki
pies wyrzucony wcześniej z samochodu –
czy widzi twarze, co przestały kochać,
może przyszłość świata, podkulony ogon –
samotny na wietrze, zjeżony,
przekrwiony jak oko,
którym widzi nurt –
bo jego rzeczy zostały pod wodą,
miał tam dokumenty,
smyczkę i kaganiec;
rzeka robi zdjęcia i podaje dalej –
wścieka się na pianę,
gryzie łańcuch brzegu.
*
To jest wiosna,
gdyby ktoś nie wiedział;
coraz więcej psów
wpatrzonych w ciemną wodę.
autor - Karol Maliszewski |
 WJP  --2011.10.04-- |
"Jak kończą klowni"
Stary klown rozdaje na dworcu ulotki informujące
o przedstawieniu wędrownego cyrku. Niewątpliwie,
tak kończą klowni - zastępując automat (lub dziecko).
Obserwuję go uważnie: chcę wiedzieć, jak kończą klowni.
Pełna uroku równowaga pomiędzy melancholią
i dzikim, zaraźliwym śmiechem powoli znika;
z każdym rokiem pogłębia się pewna bruzda w policzkach,
aż zostaje tylko rozpacz nazbyt grubego nosa
i niezgrabne ruchy starca, które już nie są parodią
zdrowej i bezmyślnej ludzkości, tylko pamfletem,
oskarżającym niedoskonałą budowę ciała, pomyłkę
architekta. Zostaje światło wielkiego czoła, lampa
zbyt białej cery (tym razem bez pudru), zbyt wąskie wargi
i oczy, z których patrzy już ktoś obcy, z których wygląda
zimno ktoś, kto byłby może następnym lokatorem twarzy -
gdyby się tylko udało przedłużyć wynajem tego smutku.
Tak kończą klowni - gdy wielka obojętność świata
wdziera się w nas, wchodzi w nas gorzko, jak ołów w usta.
- Adam Zagajewski |
Dżej dżej  --2011.10.04-- |
MATKA ROSEMARY
Nie zakopuj tej sukienki, przecież
rzeczy nie zmartwychwstają. *
na mokradłach mieszka wiedźma - szeptali, gdy wyśniłam
dom z krokwi na jaskółczy ogon, a ty śmiałeś się, że
za tą furtką wszystko jest najstarsze. przestrzeń traci pion,
krzywi się pod płotem, jak pordzewiała damka. staruszka
prosiła: pozwólcie mi odejść w maju tak, żeby we
włosy wplatał się rozchodnik. było w tym coś odświętnego
jakby w środku zimy rozpoczął się biały tydzień. a przecież
śnieg płowiał, ich zdjęcie na kredensie było tylko ramką
do innego światła. lubił mnie w tej sukience, trzymam ją
na koniec. przedwczoraj mówiłeś, że dobrze mi w brązowym.
zupełnie jak ona wieszam w szafie bagno.
autor - Robert Miniak |
Dżej dżej  --2011.10.04-- |
Wilki i przebiśniegi 4
Ten pies się nie domyka, cały biały, w śniegu,
i te trzykrotki plamek, jak zwietrzała ospa,
odpadną, gdy ukradniesz wilgoć, poszarzeją,
skurczą się i pies zniknie. Cisza jest bezbronna,
bo ten krzyk, rozpostarty na moich ramionach,
tak faluje (przebiegam po zatartych śladach
wstecz głowy, gdzie zbyt łatwo w głosy się zaplątać).
Kto pan jest? W jakim celu? Tu się łatwo wpada,
trudniej wyjść tak do końca, do samego siebie.
Oni widzą i słyszą, wszystko, bez różnicy,
przez telefon i radio, nawet kaloryfer.
W satynowych kagańcach przyjdą po mnie wilki.
Pisk opon przed blokiem,
wycie, będzie jazda.
autor - Paweł Podlipniak |
 WJP  --2011.10.04-- |
"Nazywałem to życiem"
Nazywałem to życiem, a życia nie było.
W resztce słońca, w pośpiechu, płacąc za benzynę,
Zobaczyłem: to nie ja. Zamiast mnie coś żyło.
Z soczystej sztucznej trawy wyrastały żywe
Organizmy prętów. Ranną tkankę stacji
Chronił, jak mógł, żywopłot z kwitnących forsycji.
To jest właśnie życie? Przesiąknięte światłem
Ciemnożółte kwiaty, kurczące się w szybach
Ruszających wozów?
- Czym pan płaci? - Niczym. I to wszystko? Życie?
Obroty plastiku, kod do wykreślenia,
Bo skończą się wpływy z godzin do zabicia.
A co z innym życiem? Było? Nie jest? Ściemnia się
Wcześniej i wcześniej, minutę po siódmej
Deszcz i patrzę w niebo, w pozaludzki rejestr.
Oddychali do zdjęcia, a byli nieżyciem,
Bo jak ponazywać to, co było. Nie jest.
Widok z samochodu. Łąka żółtych mleczy.
Przezroczysty chłopiec w przezroczystym świetle
Gonił za świerszczami, jakby były życiem.
A życia nie było. Zmienione w powietrze,
Coś jeszcze rzadszego, coś niebywałego,
Brodzącą istotkę. I nie było chłopca.
Między lewym pasem a startym chodnikiem
Nieżycie mu biegło, w koniczynie, w ostach
- Dariusz Suska |
 WJP  --2011.10.05-- |
"Pochodzę z dna"
Pochodzę z dna. Mam na to odpowiednie
papiery. Pamiętam sierpniowe upały, jak pięknie
w ostrzach kos błyszczało słońce i blade kobiety
pytały mnie: skąd jesteś? Zawsze odpowiadałem
tak samo: pochodzę z dna. Mam krótkie, ale trwałe
spojrzenie w żelaznym kolorze. Widzę was,
jakby z piwnic. Nie wiadomo skąd się tutaj
wziąłem - to tajemnica. Z jakiego zderzenia
powstałem? Może po prostu ktoś mnie wykrzesał,
czyszcząc blachę z rdzy.
- Sławomir Elsner |
 WJP  --2011.10.07-- |
"Spalone Mapy"
Dla J.B.
Pojechałem na Ukrainę, to był czerwiec
i szedłem po kolana w trawach, zioła i pyłki
krążyły w powietrzu. Szukałem, lecz bliscy
schowali się pod ziemią, zamieszkali głębiej
niż pokolenia mrówek. Pytałem się wszędzie
o ślady po nich, ale rosły trawy, liście,
i pszczoły wirowały. Kładłem się więc blisko,
twarzą do ziemi i mówiłem to zaklęcie -
możecie wyjść, już jest po wszystkim. I ruszała
się ziemia, a w niej krety i dżdżownice, i drżała
ziemia i państwa mrówek roiły się, pszczoły
latały ponad wszystkim, mówiłem wychodźcie,
mówiłem tak do ziemi i czułem, jak rośnie
trawa ogromna, dzika wokół mojej głowy.
Tomasz Różycki |
Dżej dżej  --2011.10.08-- |
[Znasz dale? Ja je znam]
Znasz dale? Ja je znam. Sufit jest pełen much,
we wstrętnej izbie zeń mój język zwisł, niestety.
Parno. Powietrza maź utrudnia każdy ruch,
ktoś gdzieś się zaśmiał. Pies. Powolny krok kobiety.
Idzie, kołysze się, idzie, a idzie w tan,
bielą kolan i ud mocno nam ściska mózgi.
Znasz dale? Ja je znam. Wciąż zmiany, tyle zmian,
plakaty targa deszcz, zmywają kolor bluzgi.
Z okna mam widok na miejscowy browar. Wiem:
tajemnych jaskiń głąb kryje beczułki na dnie.
Poranek, myją bruk. Latarnia martwych ciem.
Znasz dale? Ja je znam. O, znam je tak dokładnie.
autor - Ivan Blatny |
Siostrzyczka  --2011.10.12-- |
"...Nade mną biały motyl trzepoce w powietrzu
skrzydełkami,co tylko do niego należą
i przelatuje mi przez ręce cień,
nie inny,nie czyjkolwiek,tylko jego własny.
Na taki widok zawsze opuszcza mnie pewność,
że to co ważne
ważniejsze jest od nieważnego."
Wisława Szymborska |
Siostrzyczka  --2011.10.12-- |
Czekanie
Kiedy wspomnę pieszczotę Twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy
ustawia gliniane garnki
na sosnowej półce
Bezradna czuję
jak płomienie Twoich palców
zapalają szyję,ramiona
Stoję tak czasem w środku dnia
na białej ulicy
i zakrywam ręką usta
Nie mogę przecież krzyczeć
M.Hillar |
Siostrzyczka  --2011.10.12-- |
Ślepa
Ślepa jestem. Oślepiona majem.
Nic nie wiem, prócz, że pachną bzy.
I ustami tylko poznaję,
Żeś to nie ty...
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska |
Siostrzyczka  --2011.10.12-- |
Bliscy i oddaleni...
Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają
i muszą się spotykać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało
są inni co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło
bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty co nigdy nie chodzą parami
można nawet zbłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem
ks.J.Twardowski |
Siostrzyczka  --2011.10.13-- |
***
trzeba nam dużo prostych słów
jak
chleb
miłość
dobroć
aby ślepi w ciemności
nie zgubili
właściwej drogi
trzeba nam dużo ciszy
i w powietrzu i w myśli
abyśmy usłyszeli głos
cichy nieśmiały głos
gołębi
mrówek
ludzi
serc
i ich bolesny krzyk
pośród krzywd
pośród tego wszystkiego
co nie jest
ani miłością
ani dobrocią
ani chlebem
Halina Poświatowska |
 WJP  --2011.10.13-- |
"Kobieta wąż z obrazu bez tytułu"
niepokój zaczyna się gdy ustaje szum
osiedle służew nad grobem nad dolinką
drży ziemia między blokami z krwi i kości
obitymi nawiedzonym betonowym szkieletem
alabama jest granicą realnego świata pasem
startowym międzygwiezdnych podróży
w poprzednie wcielenia ludzkie kopce mieszkalne
trwale weszły w krajobraz jak zbiorowe mogiły
wcześniej był tu pewnie indiański cmentarz
albo bagno złe fluidy to już nie wymówka
starszych kobiet główne wejście do metra
straszy opętańczym gwizdem ktoś nocą rzuca
z okien woreczki z mlekiem czy śmietaną na cel
biorąc zaparkowane samochody i ma to wszelkie
znamiona egzorcyzmów po korytarzach snują się
zjawy dzieci pani jeziora o obcych oczach klatki
śmierdzą śmiercią i amfetaminą hol główny
moczem cisza nabiera prędkości na niczyjej
ziemi głucha uderza w okna to kraina przeciągów
w której jesteśmy tylko uchodźcami w rocznym
stanie przejściowym uczula nawet woda z kranu
z plątaniny rur płyną niezbadane kolonie bakterii
wróg jest niewidzialny pierwszego dnia pobytu
na pobliskiej puławskiej rozbił się młody zientarski
syreny o zimno niebieskiej skórze nawoływały
gapiów i żałobników a ty beksa lala płacząc po
seksie zostawiłaś na materacu czarny prawie
niezauważalny znak
- Krzysztof Ciemnołoński
http://www.youtube.com/watch?v=zoTbfUNv6uc |
 WJP  --2011.10.13-- |
"Rozmowy przy paleniu ubrań"
(Ubrania po umarłym sobie poradzą, ale co z książkami)
"Znowu miałam atak lęku. Nicość łasiła się w dwójnasób;
kolorowy i głośny świat podszedł pod gardło."
Zawsze nasłuchuj kroków - jeśli to cisza,
przyszedłem cię pocałować.
"Nie wiem co z książkami;
leżą jak zamarznięta rzeka i wyją w środku nocy."
Zamykaj pokój - usta będą udawać za dwoje.
"A kwiaty? Zaczynają coś podejrzewać."
Podlewaj kiedy jeszcze śpią.
Wilgotna ziemia pozwala wierzyć w powrót.
"Jak to jest, że ciągle rozmawiamy?"
Nie wiem,
może to ten sam
płomień
- Krzysztof Marcyjaniak |
Dżej dżej  --2011.10.19-- |
Ćmienie
podchodzi. przecież mógłby. widział to
w kinie. w książkach widział, w ich uchylonych szczelinach.
działoby się. na przykład: karmazyn na ustniku
mentolowego papierosa. zapowiedziany, a przecież mógłby,
gdyby tylko był uzależniony. wtedy znikąd zapałki,
albo zippo i skra oczu w oczy. i samo by się.
mógłby coś o pogodzie, o przyrody okolicznościach choćby,
albo że jeszcze nigdy nie widział z bliska płomienia.
do teraz mógłby.
bo w następne teraz już za późno. już nie mógłby,
już się rozmyło między przechodniami. bez tąpnięć ulicy
już nie warto krztusić siebie pierwszym sztachem
w rozpoznawalnym życiu. skreślić możliwość i przenieść
wstydliwie na margines. stabilnie usunąć.
zawahania bywają śmiertelne.
autor - Piotr Mosoń |
 WJP  --2011.10.19-- |
"Kakao i papugi"
I tylko mój syn mówi prawdę‚ a to nie jest
podobne do niczego‚ co dotąd słyszałem‚
co mówił telewizor‚ co mówią w Warszawie
i co syczy w gazecie. W ten sposób istnieje
świat‚ ponieważ to wszystko‚ co się na nim dzieje‚
dzieje się tylko dziecku‚ nic więcej nie mamy
ponad własne dzieciństwo - pozostałe sprawy
to noc i dzień‚ dzień i noc‚ adresy‚ koleje‚
telefony i łóżka. Na dole jest wiosna‚
mój syn się uczy mówić‚ powtarza wyrazy
zupełnie niewyraźnie‚ później z nich wyrosną
zeszyty i słowniki‚ cała mitologia‚
i choć powtarza po mnie‚ to jest niepodobne
do żadnego języka. Mój syn mówi prawdę.
- Tomasz Różycki |
 aga9393  --2011.10.19-- |
Hycel
nocą gdy wraca do domu matka otwiera jej drzwi
gdzie byłaś chyba nie z nim
on duszę ma cienką jak kożuszek z mleka
i umrze w rowie i nie zapłacze nikt
i pochowają go w ziemi jak łupinę od orzecha
ona mówi matce
jestem jego suką on jest moim psem
i noszę w sobie szczenię które was zagryzie
nie patrzę wam w oczy ale dobrze wiem
skradacie się na palcach coraz bliżej bliżej
ta krzywda i ten ból
on jest już tylko mój
Katarzyna Zdanowicz |
 grazyna  --2011.10.22-- |
DZIĘKUJĘ
Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu
za to że jest całym człowiek pojedynczy
za oczy nagle bliskie i bezimienne
za głos niedawno obcy a teraz znajomy
za to że nie ma czasu by pisać list krótki
więc dlatego się pisze same tylko długie
choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym
a miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi
że nie można Cię zabić w obronie człowieka
Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzić siebie
za wszystko co nieważne najważniejsze
za pytania tak wielkie że już nieruchome
Jan Twardowski |
 grazyna  --2011.10.22-- |
MATKA
Upadł z jej kolan jak kłębek włóczki.
Rozwijał się w pośpiechu i uciekł na oślep.
Trzymała początek życia. Owijała na palec
serdeczny jak pierścionek, chciała uchronić.
Toczył się po ostrych pochyłościach, czasem
piął się pod górę. Przychodził splątany i milczał.
Nigdy już nie powróci na słodki tron jej kolan.
Wyciągnięte ręce świecą w ciemności jak stare
miasto.
Zbigniew Herbert |
 grazyna  --2011.10.22-- |
POGOTOWIE I MUZY
Ulica Hoża
za oknem pisk opon
sygnał rozpaczy
a tu
w barakowym wnętrzu
ukojenie
spokój
pod żyrandolem z epoki
muzy się namawiają
płyną dźwięki
strofy
przesłania
zasłuchanie
znowu karetka
może ktoś targnął się na
a tu Chopin
i młoda poetka
z receptą na życie
Maria Suska- Klink |
 grazyna  --2011.10.22-- |
O POECIE
Świętą wodą słowa chrzcił
co w myślach począł
aby z imieniem własnym
powstało do wiecznego żywota w polszczyźnie
I jakby po oddaniu krwi
bez tchu wszystek padł w błogi cień pod drzewo
albo na łoże niesyte snu wyobraźni
Zórz porannych prośba o hymn na chwałę Pana
przywracała go na powrót poezji
z której nawet po śmierci się nie otrząsnął
Janusz Koniusz |
Dżej dżej  --2011.10.23-- |
Martwe
I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem
T.S. Eliot
Słowo musi być martwe do samego końca,
słodka kula owoców będzie poręczeniem,
że nic tu się nie zmieni, gdy zgasną płomienie,
nawet jeśli powrócą wszyscy odchodzący.
Wierzę w tamtą kobietę ze srebrnym zegarkiem,
krzyżuję jej nadgarstki między draperiami,
pozwalam także zasnąć, nim podniosę kamień
i rozerwę jej prośby gdzieś nad Central Parkiem.
Wybacz mi pejzaż, Alice, spaliłem dzienniki,
dziś wszystko jest strukturą: ryby, fresk i eter,
spróbuj podnieść mnie z ziemi, wnieść do bazyliki,
przypominaj przez chwilę obłok lub monetę,
nie patrz, proszę, w tę stronę, nie miażdż mi ust krzykiem,
gdy znów zabiję słowo jak tamtą kobietę.
18-19.10.2008r. Autor - Karol Samsel |
 grazyna  --2011.10.25-- |
MIŁOŚĆ
Czystość ciała
czystość rąk
czystość idei
czystość śniegu co płacze z zimna
wody co chodzi nago
czystość tego co najprościej
i to wszystko psu na budę
bez miłości
Jan Twardowski |
 WJP  --2011.11.01-- |
"Przedmieście"
Ludzie w drelichach koloru ziemi wstają z rowu.
Jest to miejsce pośrednie, martwy punkt, ni wieś, ni miasto.
Dźwigi na horyzoncie chcą skoczyć daleko, ale zegary są przeciw.
Rozrzucone betonowe płyty chłepcą światło zimnymi językami.
Warsztaty samochodowe założono w dawnych stajniach.
Kamienie rzucają cień tak ostry jak kamienie na powierzchni Księżyca.
I takie tereny są coraz większe,
jak grunt kupiony za judaszowe srebrniki,
"garncarzowa rola, żeby tam grzebać obcych"
- Tomas Transtroemer (przekład: Czesław Miłosz) |
 WJP  --2011.11.01-- |
"Grudniowy wieczór"
Oto nadchodzę ja niewidzialny człowiek może zatrudniony
przez wielką Pamięć żeby żyć właśnie teraz. I przejeżdżam obok
nieczynnego białego kościoła - w środku stoi święty z drewna
uśmiechnięty bezradny - jakby mu zabrano okulary.
Jest sam. Wszystko inne to teraz, teraz, teraz. Prawo ciążenia które nas przyciska
do pracy w dzień i do łóżka w nocy. Wojna.
Tomas Transtroemer (przekład: Roman Kaźmierski) |
Dżej dżej  --2011.11.04-- |
międzypiętrze czyli ani jednego słowa o tobie
Nadsłuchuję. Winda odmierza tamto od tego
przy każdym następnym buja się na boki, zupełnie
jakby kiwała głową ze zdziwienia, albo z nieufności
do ręki przyciskającej guziki. Bo przecież do cholery
musi być jakaś ręka. Bóg, przeznaczenie, cokolwiek
byle by było na kogo zwalić źle rozdane piętra.
Czytam Podsiadłę. Od wiersza do wiersza bardziej
zazdroszczę Annie Marii. Tak kochać potrafi tylko poeta.
Trzaśnięcie drzwi windy burzy wersyfikację w momencie
kiedy właśnie peel i Anna, Anna i peel. Nienawidzę wind.
autor - Małgorzata Błońska |
 grazyna  --2011.11.10-- |
Codzienność
Jeszcze połowa rynku
wilgoć półmroku korytarza
poręcz ramieniu służąca
chłopiec w pałąk wygięty
przekłada wiadro z ręki do ręki
zanim stanie pod makatką z napisem
,,świeża woda zdrowia doda,,
odsapnie kilka razy
przejrzy się w rozkołysanym lustrze
które czasami wyskakuje z rant
i pęka ze śmiechu
chłopiec ma dziesięć lat
z nim obowiązki
wpisane w codzienność
Roman Habdas |
pomocwios...  --2011.11.10-- |
To może 3 moje znajome po fachu (trzy bo co jak co, ale do trzech potrafię liczyć.)
W końcu póki żyję (jako i One żyją) - też jestem de facto poetą współczesnym :)
-------------------------------------------------------
* Dzisiaj w amfiteatrze występuje morze *
Całą noc jakieś ciemne zwierzęta wchodziły do domu.
Odłączono go, jest wyczerpany, właściwie nie żyje.
Przygląda nam się, jakby mówił: teraz będę potrzebował
waszej pomocy, teraz kiedy czujecie ulgę,
że już nic nie można dla mnie zrobić, poproszę was
o pomoc i już zawsze będę was o nią prosił,
nigdy jej nie dostając, bo tak to jest pomyślane.
Minie trochę czasu i powiemy: teraz to już naprawdę,
naprawdę nic nie możemy dla niego zrobić.
I poczujemy spokój, a wtedy właśnie najbardziej
będzie nas prosił, zaglądając do nas
jakbyśmy byli kościołem uwięzionym w diamencie.
(Justyna Bargielska)
----------------------------------------------------------
I.
Startują jakby wielu
pociągało za cyngle ich skrzydeł.
I za chwilę wracają – niby ryzy
papieru wyrwane z opakowań –
szare lotki, białe kartki
lądują szeleszcząc.
II.
Nie widzi mnie gdy go mijam -
ubrał krawat i nosi go dumnie,
w okienku rozpiętej kurtki.
Czyta na głos liczby, zaklina.
Już wygrał.
III.
Spaceruje z nowym yorkiem
żony. Z tajemniczych powodów
unika spojrzeń przechodniów.
IV.
Trzech mężczyzn i dwa dobermany -
dobre towarzystwo
do rozmów o scholastyce. A jednak
mijamy się nie zahaczając wzrokiem.
Psy na powrót spokojne - w pobliżu
czwórka ludzi napełniona tlenem,
żadnych śladów Boga.
(Izabela Chłond)
---------------------------------------------------------
* pieśń nad sobą *
i nikt by nie chciał takiej trwałości w zwątpieniu, gdy sam nad sobą
raz klnie, raz klęka. chwiejne uczynki to skutek wierzenia w odbicie.
jestem w przelotnych uwikłaniach, teoriach o sobie, przeniesieniach
w prostsze regresje: jak wtedy mnie czesz i mów kim jestem. a będę
sobie wierniejsza, chwilowo pewna, że mnie nie poniesie modna asceza
i nie będę w niej bliższa. słowa są przęsłem dla tego co noszą i tego,
co z nich się wynosi, więc wynieś, albo wdaj się i zobacz: to pętle;
pajęcza konstrukcja nitek i ścięgien; człowiek.
czy poezja? taka niczyja pieśń, co wymaga toksyn podobieństwa
w treści, może jeszcze tego samego kiwania albo zbliżonego
trwania w tym stanie, gdy sobie nie wierząc, ani w siebie, ma się
większą czułość do rozdzierania ekscytacji & kapitulacji na wersy.
(Krystyna Myszkiewicz) |
 grazyna  --2011.11.10-- |
Lekcja zabijania
/tryptyk/
I
Żółty dziób
zasmarkany nos
zielone pojęcie o zabijaniu
mój świat
między szopkami
a wychodkiem
bzyczy przyłapaną na desce
tłustą muchę
ciekawość wyrywa skrzydełko
potem drugie
nie czuję bólu
jeszcze nic nie wiem
o zabijaniu
Roman Habdas |
stokrotka33  --2012.03.28-- |
"Czułość"
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Jonasz Kofta |
stokrotka33  --2012.03.28-- |
MIŁOŚĆ JEST JAK CIEŃ CZŁOWIEKA
Nie miałem w życiu - życia za wiele
Bez trosk co nie znały umiaru
Wierzyłem w miłość prawdziwą, na którą
Przyjaciół wcześniej nabrało się paru.
Z kart samotności stawiam tarota
A tarot to nie byle jaki
Mówi, że gorsze jest od tęsknoty
Kiedy tęsknić nie mamy już za kim.
Miłość jest jak cień człowieka
Uciekasz - to Cię goni
A kiedy ją gonisz, - ucieka
Jak cień, jak cień.
Będę miał w życiu - życia za wiele
Bez trosk, co nie znały umiaru
Bo już mi godzin ich nie wyliczą
Wskazówki - rozpędzonych zegarów.
Przeżyte chwile za naiwność ganią
Gdy nam się zdaje że kogoś znamy
Widzisz, niestety najbardziej nas ranią
Ci których najmocniej kochamy.
Krzysztof Cezary Buszman |
stokrotka33  --2012.03.28-- |
"Nie bądź!"
Nie bądź smutna,
no nie bądź,
ta mgiełka, to tylko pamięć.
Patrz jakie czyste niebo,
a w morzu - łabędź!
Nie bądź smutny, ja nie chcę,
to czarne, to tylko myśli,
dalej jest mała przystań
na brzegu Wisły.
Nie bądź smutna, no nie bądź,
ta chmura jest małą chmurką,
jutro już będzie słońce
i ciastko z dziurką!
Agnieszka Osiecka |
stokrotka33  --2012.03.28-- |
WYSZUKANA PROSTOTA
Wiedz o tym kiedy się rozklejasz
Bo los Cię do obłędu zbeształ
Że tym co przetrwa jest nadzieja
Kiedy zawodzi cała reszta.
I wciąż w pamięci miej te słowa
Gdy tak niemrawo w pejzaż idziesz
Że można wszystko zaplanować
Ale nie można nic przewidzieć.
Tego los pokarał
Kto miejsca nie zagrzeje
Bo chcąc być wszędzie naraz
Naprawdę nigdzie nie jest.
Bo w życiu prawdy są niezmienne
Lecz ludzie do nich się nie garną -
Że nie kosztuje nic co cenne
Choć nie da tego los za darmo.
Dziś będzie lepszy dzień niż sądzisz
I wreszcie się przestaniesz mylić
Gdy myślą w przyszłość nie zabłądzisz
Trzymając się obecnej chwili.
Krzysztof Cezary Buszman |
 kalina  --2012.03.30-- |
Człowiek Człowiekowi
Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi strykiem
Lecz ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić
Człowiek człowiekowi szpadą
Człowiek człowiekowi zdradą
Lecz ty się nie daj zgładzić
Lecz ty się nie daj zdradzić
Człowiek człowiekowi pumą
Człowiek człowiekowi dżumą
Lecz ty się nie daj pumie
Lecz ty się nie daj dżumie
Człowiek człowiekowi łomem
Człowiek człowiekowi gromem
Lecz ty się nie daj zgłuszyć
Lecz ty się nie daj skruszyć
Człowiek człowiekowi wilkiem
Lecz ty się nie daj zwilczyć
Człowiek człowiekowi bliźnim
Z bliźnim się możesz zabliźnić
Edward Stachura |
 Mirosław ...  --2012.03.30-- |
* * * (wiem, co to miłość)
wiem, co to miłość, bo widziałam
dziadka przy furtce z Węglarzową,
jak babcia ich obserwowała,
dyskretnie, kryjąc za zasłoną
słów "marchwi nie dość dziś obrałeś"
zazdrość. samowar, biały obrus,
herbata w cienkiej porcelanie,
każdy michałek pokrojony,
podany w poskręcanych palcach,
podwieczorkowa ich rozpusta -
- roztapiać czekoladę w ustach.
to miłość. ubrać ją w sukienkę,
tę, w której było jej najwdzięczniej,
ułożyć włosy, domknąć wieko,
żyć bez niej.
koło furtki, częściej,
zaczyna kręcić się sąsiadka,
pytam, więc dziadka, jak najgrzeczniej:
- z tej Węglarzowej miła babka?
a dziadek na to: - Joaś nie wiem,
nie mógłbym spojrzeć w oczy Helen.
Joanna Fligiel |
Dżej dżej  --2012.03.30-- |
Janko
Może to nie jest najgorsze zajęcie
sypać ptakom muzykę aż kołuje niebo
aż się źdźbeł nadymają błyszczące profile
i myśl biegnie za światłem jak słowo za kredą
Graj mały i w ruch wprawiaj pulsowanie planet
plisy na piórach ptaków głowy traw wciąż wyższe
to może być najlepsze co się mogło zdarzyć
moim oczom i uszom które karmisz smyczkiem
autorka - Roma Jegor |
 grafomani...  --2012.03.30-- |
WSTĘP
Dam mu na imię Abel - powiedział ten obcy
człowiek, którego potem tak strasznie trudno
będzie nazwać ojcem, powiedział to do
szczupłej, w niektórych miejscach zupełnie nieszczupłej
kobiety, którą potem będziemy nazywać
matką. DAMY mu tak na imię, podkreśliła matka,
a on się skrzywił - to on zdecydował,
a ona tylko powinna przytaknąć.
Wieczór - gdy to zrobili i nadali imię
można umieścić w jakimś wyjątkowo
ładnie wyglądającym miejscu i jakimś przyjemnym
czasie, my jednak będziemy złośliwi:
wiosna 1961, Polska.
W ogrodzie głupia ożywała jabłoń,
nie pamiętając, że zeszłego roku
niczego nie zrodziła. Zaskroniec prześlizgnął się przez pień.
Mieli otwarte oczy, dokładnie - do końca,
spodnie wisiały starannie złożone
na krześle, a na drugim wisiała sukienka,
oboje byli nadzy i wstydzili się.
Zaskroniec pełzał poprzez ogród i jadł kurz i piasek,
a ojciec ojca kaszlał i krzyczał za ścianą
w obcym języku klątwy, a radio trzeszczało,
trzeszczało i huczało niczym miecz ognisty.
Na nocnych polach i podwórkach nocnych
krążył nieistniejący starszy brat i śmiał się.
Wiosna. W zajezdniach martwe autobusy.
Stare oranżadówki z tym niezwykłym kształtem
i uroczym sposobem otwierania. Księżyc.
Miły milicjant. Księżyc. I miesięcznik
"Ty i Ja", który leżał na stole pod lampą
- otwarty, wcale nie przypadkiem, na pierwszej stronicy.
Będziemy obserwować postępy ciemności.
Marcin Świetlicki |
miral59  --2012.03.31-- |
Jak trudno wejść na szczyt
Jak łatwo spaść
Jak trudno ukryć wstyd
W otwarte karty grać
Jak trudno męką srogą
Za błędy płacić
Jak trudno zyskać kogoś
Jak łatwo stracić
Wiesław Szymański |
 kalina  --2012.03.31-- |
Są ludzie koniecznie potrzebni,
bez których radość staje się goryczą,
bez których słońce ocieka czerwienią,
śmiertelnej tęsknoty,
bez których godziny są
jak ślepe ptaki z gniazd wyrzucone
w nieskończoną ciemność,
wlokące skrzydła jak tragiczny ciężar
Są ludzie,
po których miejsca krzyczą
ks. W. Buryła |
 kalina  --2012.03.31-- |
zaproszenie na herbatę jaśminową
Proszę wejść, odłożyć
smutek, tu
można milczeć
Reiner Kunze
przełożył Jakub Ekier |
 kalina  --2012.03.31-- |
Cyrk
Zobacz, twoje pragnienie zawisło na trapezie.
Klown jest także tobą i oswojony tygrys,
który prosi o litość, kogoś ci przypomina.
Nawet tandetna muzyka
podoba ci się; zdaje się,
że zaczynasz się godzić
ze swoją epoką (skoro wszyscy,
dlaczego nie ja? - mówisz).
Czemu jednak namiot cyrku
wzniesiono na dawnym cmentarzu?
Adam Zagajewski |
stokrotka33  --2012.04.02-- |
"Gdziekolwiek"
Gdziekolwiek jesteś,
Wyjdź za bramę!
Idź na pola,
Słysz wołanie!
To ja wołam.
Gdziekolwiek jestem,
To mnie nie ma.
Jest maglina.
Bo cię nie ma.
Jest pustynia.
Gdziekolwiek jesteś,
Też cię nie ma.
Jest maglina.
Bo mnie nie ma.
Jest pustynia.
Gdziekolwiek jestem,
Tam ty jesteś.
Tak jesteśmy
Jak milczenie
Po tej pieśni.
Jak dwa jabłka
Na czereśni.
Edward Stachura |
stokrotka33  --2012.04.03-- |
WPISANY W CIEBIE
Pragnę czasem w czasie się zgubić
Jak klucz, czy drogę - gubi się w lesie
Ale się boję, że nikt mnie nie znajdzie
I, że już z drogi mnie nie podniesie.
Wyrwać się stąd - jak kartkę z notesu
Jak ząb obolały - w nieobecność
I wysłać bez zwrotnego adresu
List, że wrócę nim skończy się wieczność.
Pragnę uciec ucieczką udaną
Przed pościgiem napomnień otyłych
Myślą o Tobie, zawsze co rano
Na drugie życie nabierać siły.
Jestem tu gdzie jestem
W każdą noc, w każdy dzień
Rzucić chcę to wszystko
A jedynie rzucam cień.
Pragnę przepaść, jak czasem przepada
Cała wypłata w nadziei kasynie
Nim bezlitosnym miną mijaniem
Jedni dla drugich - ważni jedynie.
Jak w automacie ostatni żeton
Zniknąć rozmową przerwaną w pół słowa
Z tą świadomością, że jesteś - nadziejo
Że z Tobą warto zaczynać od nowa.
Pragnę czasem w czasie się zgubić
Jak klucz, czy drogę - gubi się w lesie
Lecz gdy na drodze, znajdziesz mą drogę
Czy mnie z tej drogi, jak klucz podniesiesz?
Krzysztof Cezary Buszman |
stokrotka33  --2012.04.03-- |
Ankieta
Czy nie dziwi cię
mądra niedoskonałość
przypadek starannie przygotowany
czy nie zastanawia cię
serce nieustanne
samotność która o nic nie prosi i niczego nie obiecuje
mrówka co może przenieść
wierzby gajowiec żółty i przebiśniegi
miłość co pojawia się bez naszej wiedzy
zielony malachit co barwi powietrze
spojrzenie z nieoczekiwanej strony
kropla mleka co na tle czarnym staje się niebieska
łzy podobno osobne a zawsze ogólne
wiara starsza od najstarszych pojęć o Bogu
niepokój dobroci
opieka drzew
przyjaźń zwierząt
zwątpienie podjęte z ufnością
radość głuchoniema
prawda nareszcie prawdziwa nie posiekana na kawałki
czy umiesz przestać pisać
żeby zacząć czytać?
ks. Jan Twardowski |
 Polimea  --2012.04.04-- |
X X X
ty myślisz że ja mam czas na takie rzeczy jak odkurzacz
technologię sadzenia pomidorów
albo kupowanie mleka
gdy ja piszę wiersz
to cały świat żąda ode mnie łapania muchy
naprawy światła na klatce kosmosu
gdy trzymam brzytwę na tętnicach wiersza
ty każesz mi przestawiać szafę
albo gwiazdy mielić na kotlety
ja też nie jestem bez winy
wiersz musi mieć pomysł rytmikę albo rozmiar butów
kilka taktów symfonii twoich oczu
ale gdybyś chociaż chciała posłuchać kilku taktów wiersza
chociaż raz ukraść ze mną księżyc
to ja bym pokochał odkurzacz
Piotr Macierzyński |
stokrotka33  --2012.04.06-- |
Rany
Mówią, że Cię poznano przy łamaniu chleba
raczej po ranach rąk Twych które go złamały
chleb niewidoczny jak tajniak na co dzień
być albo nie być nie dla nas pytanie
tylko Ty jesteś
obraca się ziemia
miłość oddala bo za bardzo zbliża
chleb tak jak serce o wiele za małe
rany świadczą więcej niż ręce rozdały
ks. Jan Twardowski |
stokrotka33  --2012.04.08-- |
Wielkanoc
Droga, wierzba sadzona wśród zielonej łąki,
Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.
Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
Droga, ktorą co święto szli ludzie ze śpiewką,
Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy
Z wielkanocną w przebitej dłoni choragiewką.
Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska.
Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
Upadła na kolana i krzyknęła: "Chryste!".
Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem".
Jan Lechoń |
 Atrama  --2012.04.09-- |
Zastanawiam się, ilu ludzi w tym mieście
Zastanawiam się, ilu ludzi w tym mieście
mieszka w wynajętych pokojach.
Późno w nocy, kiedy patrzę na domy,
przysiągłbym, że widzę twarz w każdym oknie
patrzącą na mnie,
a kiedy się odwracam,
zastanawiam się, jak wielu wraca do swych stołów,
i zapisuje to.
Leonard Cohen
(nie wiem, czyje to tłumaczenie, znalazłam ten wiersz dawno temu, i bardzo mi się spodobał) |
stokrotka33  --2012.04.10-- |
BO MY LUBIMY ...
W słowach na pozór tych niewinnych
Wciąż ze zdziwieniem odkrywamy
Że to co mówi się o innych
Najwięcej mówi o nas samych.
I odkrywamy też niezłomnie
Na życia ostrych zbyt zakrętach
To, że najtrudniej jest zapomnieć
O czym się nie chce już pamiętać.
Bo my lubimy - daję słowo
Stare prawdy odkrywać na nowo.
I odkrywamy ze zdziwieniem
Że człowiek zbiera to co sieje
Więc warto czyste mieć sumienie
Bo wtedy łatwiej o nadzieję.
I odkrywamy głupio nieraz
Za Nowy Rok wznosząc szampana
Że najpierw kiedyś się umiera
A później cała wieczność dla nas.
Krzysztof Cezary Buszman |
stokrotka33  --2012.04.25-- |
Nic dwa razy
Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?
Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.
Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.
Wisława Szymborska |
 grazyna  --2012.04.25-- |
Rozwód
Dla dzieci pierwszy w życiu koniec świata
Dla kota nowy Pan.
Dla pieska nowa Pani.
Dla mebli schody, łomot, wóz i przewóz.
Dla ścian jasne kwadraty po zdjętych obrazach.
Dla sąsiadów z parteru temat, przerwa w nudzie.
Dla samochodu lepiej gdyby były dwa.
Dla powieści, poezji - zgoda, bierz co chcesz.
Gorzej z encyklopedią i sprzętem wideo,
no i z tym poradnikiem poprawnej pisowni,
gdzie chyba są wskazówki w kwestii dwojga imion -
czy jeszcze łączyć je spójnikiem ,,i,, ,
czy już rozdzielić kropką.
Wiesława Szymborska
Kraków - 2012r. |
 grazyna  --2012.04.25-- |
Przykład
Wichura
zdarła nocą wszystkie liście z drzewa
oprócz listka jednego,
pozostawionego,
żeby się kiwał solo na gołej gałęzi.
Na tym przykładzie
Przemoc demonstruje,
że owszem -
pożartować sobie czasem lubi.
Wiesława Szymborska,
Kraków 2012r. |
 prolatum  --2012.04.25-- |
(zdziwił mnie fakt, że nie ma tutaj wiersza autorstwa Pani Teresy Tomsi)
***
Kim jesteś
skoro przemawiasz
bez słów
Pod niewidzialnym Twym spojrzeniem
ułomność moja wydaje się niezmierna
Kim Jesteś że nie boli Cię moje zwątpienie
i wciąż przychodzisz z nadzieją
że pojmę
Kim
jeśli odczuwam lęk przed nazwaniem
aby nie spłoszyć obecności
którą przeczuwam całym istnieniem
Niedostrzegalnie stajesz obok
i nie pozwalasz dalej
za granicę zdania
Teresa Tomsia
(zapraszam do przeczytania mojego szkicu literackiego o tym wierszu http://www.recogito.pologne.net/recogito_64/obserwatorium1.htm) |
 WJP  --2012.04.26-- |
"Wczesne godziny"
Wczesne godziny przedpołudnia; jeszcze nie piszesz
(nie próbujesz pisać, raczej), tylko leniwie czytasz.
Wszystko jest nieruchome, spokojne, pełne, tak
jakby to był prezent ofiarowany przez muzę powolności,
jak dawniej, w dzieciństwie, na wakacjach, kiedy długo
studiowało się kolorowa mapę przed wycieczką, mapę,
która obiecywała tak wiele, głębokie stawy w lesie
jak świecące oczy motyli, górskie łąki tonące w ostrej trawie;
albo moment przed zaśnięciem, kiedy jeszcze nie ma snów,
ale już wyczuwa się ich nadchodzenie z różnych stron świata,
ich marsz, pielgrzymkę, ich czuwanie przy łożu chorego
(chorego na jawę), i ożywienie wśród średniowiecznych figur
skurczonych w wiecznym bezruchu nad katedrą;
wczesne godziny przedpołudnia, cisza
- jeszcze nie piszesz,
jeszcze rozumiesz tak wiele.
Zbliża się radość.
Adam Zagajewski |
 Quiryna  --2012.05.01-- |
Gdy wiosna zaświta,
jest w ogrodzie raz ciemniej, raz jaśniej.
Wciąż coś zakwita, przekwita.
Wczoraj kwitło moje serce. Dziś jaśmin.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: "Ogród" |
 Quiryna  --2012.05.01-- |
w roboczej bluzie
zamiast sztygara
idzie podziemiem
święta Barbara
pośród chodników
ciemnej zawiei
rozwija mocną
nitkę nadziei
i czujnie stąpa
ścieżką załomów
by ich bezpiecznie
wywieść do domów
by po tej nitce
każdy z górników
mógł wyjść z najbardziej
ciasnych chodników
a później długo
przy szybie znów
cierpliwie liczy
różaniec głów
a gdy są razem
w imię miłości
zapala lampkę
solidarności
nocą pod murem
w krzyża ramionach
szepce z czułością
tamte imiona...
i dziewięć zniczy
osłania czule
gdy wiatr zaśpiewa
jak tamte kule...
Kazimierz Józef Węgrzyn: "Święta Barbara" |
 Quiryna  --2012.05.02-- |
Zbudził się moczar - rozwarł mętne oko,
Przeciąga się nieruchawo i ziewa...
Spostrzegł słońce, uśmiechnął się szeroko,
Szeroko - od drzewa do drzewa.
Skrzywieniem pomarszczonej, krzywej gęby
Przygryzł wąsów kłąb zrudziały, zeschnięty;
Pokazał kaczeńców złociste zęby
I zasnął znowu - uśmiechnięty.
Maria Czerkawska: "Leśny moczar" |
 Barbusia  --2012.05.03-- |
MIŁOŚĆ PO MIŁOŚCI
Nadejdzie czas
Kiedy, w uniesieniu,
Powitasz siebie
W swoich własnych drzwiach, w swoim własnym lustrze,
I obaj uśmiechniecie się do siebie,
I powiesz, usiądź tutaj. Zjedz coś.
Znów pokochasz tego obcego, który był tobą.
Podaj mu wino. Podaj chleb. Oddaj serce
Temu obcemu, który cię kochał
Przez całe życie, którego ignorowałeś
Zajmując się kimś innym, który zna cię na pamięć.
Weź z półki listy miłosne,
Zdjęcia, rozpaczliwe liściki
Zedrzyj swoje odbicie z lustra.
Usiądź. Rozkoszuj się życiem.
Derek Walcott |
 Quiryna  --2012.05.12-- |
Z ciszą lasu i gwarem
Tym co mieszka w bieli
Rozwartej w kroplach co nie będą łzami
Ani się prędko nie stoczą do ziemi
Między szerokie nie czujące dłonie
Jeszcze bez palców w łagodnej zieleni
Zapach je nazwał dokładniej i dalej
Niż moja próba
Patrzę mówię o nich
Łamiąc lekko składnię-łodyżkę
Dla kropli na serce
Nie dla mnie
Mieczysława Buczkówna: "Konwalie" |
czarnowidz  --2012.05.12-- |
Portret młodej dziewczyny zgwałconej na podmiejskiej prywatce
Po tym gwałtownym uderzeniu w ciemności
Podniesiesz się i odejdziesz
Myśląc, jak bardzo jesteś teraz pusta
I czy twoje wszystkie wieczorne makijaże przed lustrem
I lekceważenie okazywane młodszym chłopcom
Musiały cię zaprowadzić tutaj.
Ograniczona przez to, czym jesteś
Do tego, czego oczekują po tobie inni
Tutaj, w tym zamarzniętym ogrodzie
Drżysz i wymiotujesz –
Przerażona, pijana wśród drzew
Dziwisz się, jak bardzo tamte gesty, co domagały się czułości,
Były dalekie od niej.
Już chichotanie o miłości masz za sobą,
Przestałaś być dziecinna,
Lecz wciąż daleka od starości
Rzygasz między kwiaty,
A w ciepłych zatęchłych pokojach
Zabawa dalej trwa.
Chyba już widzisz jakiś sens w odejściu
Od tamtej chmary pijanych istnień,
A jednak już od dziesięciu minut w ciąży
Za sto tysięcy minut tez pewnie będziesz pamiętać
Tę prywatkę,
Ten nudny sobotni wieczór,
Gdy z twoich oczu wypadły planety
I rozprysnęły się w podmiejskiej trawie.
Brian Patten (przekład: Piotr Sommer) |
 zcibarg  --2012.05.12-- |
Von Claudya S.
Atemlos dein Blick
Atemlose Lippen glühen
unter deinen Fingern
suchen -
sprechen zu dir
wortlos -
gestehen meine Liebe
mein Verlangen
hauchen dir
mein Leben
ein
und
singen
flüstern
lieben
dich
Bezdech spojrzenia *
rozpalone wargi
bez tchu
milczeniem słów
pod twoimi palcami
szukają rozmowy
o miłości
a powiew tęsknoty
mojego życia
śpiewa szeptając
o kochaniu
ciebie
*przekład - zcibarg |
 WJP  --2012.05.12-- |
ZŁOTOLITKA
Miedzianka, beznoga jaszczurka płynie wzdłuż schodów ganku
cicho i majestatycznie jak anakonda, jedynie wielkość je różni.
Niebo pokryte chmurami, lecz słońce przebija się przez nie.
Taki jest dzień.
Rankiem moja ukochana wypędziła złe duchy.
To jak do mrocznej komory otworzyć drzwi od południa
i nagle wtargnie światło
karaluchy szybko, szybko mkną do kąta, po ścianach
i już ich nie ma - widziało się je i nie widziało zarazem -
tak jej nagość zmusiła demony do ucieczki.
Jakby ich nigdy nie było.
Ale znów przyjdą.
Z tysiącem rąk, które źle łączą przestarzałą centralę nerwów.
Jest piąty lipca. Łubiny prostują się jakby chciały zobaczyć morze.
Jesteśmy w kościele milczenia, w pobożności bez słów.
Jakby nigdy nie było nieprzejednanych twarzy patriarchów
i błędu w bożym imieniu wyrytym na skale.
Widziałem jak wierny literze kaznodzieja telewizyjny zebrał mnóstwo
pieniędzy.
Lecz teraz był już słaby i potrzebował wsparcia bodyguarda
którym był młody człowiek w dobrze skrojonym garniturze z uśmiechem
sztywnym jak knebel.
Uśmiech ten tłumił krzyk.
Krzyk dziecka zostawionego w szpitalnym łóżku, podczas gdy rodzice
odchodzą.
Boskość otrze się o człowieka zapali płomień i znów znika.
Dlaczego?
Płomień przyciąga cienie, które z trzaskiem wpadają i łączą się z ogniem
ten unosi się i ciemnieje. A dym snuje się czarny i duszący.
W końcu jest tylko czarny dym, w końcu jest tylko pobożny kat.
Pobożny kat pochyla się nad rynkiem i tłumem tworzącym chropawe
lustro
w którym on może ujrzeć siebie.
Największy fanatyk jest też największym niedowiarkiem.
On o tym nie wie.
Stanowi pakt między nimi dwoma
jeden ma być widoczny na sto procent a drugi ukryty.
Jakże ja nie znoszę tego wyrażenia "na sto procent"!
Tych, którzy nigdy nie przebywają gdzie indziej jak tylko na
swojej najbardziej widocznej stronie
tych, którzy nigdy nie są roztargnieni
tych, którzy nigdy nie otworzą drzwi nie tych co trzeba i nie ujrzą śladu Nierozpoznanego -
omijaj ich!
Jest piąty lipca. Niebo pokryte chmurami, lecz słońce przebija się
przez nie.
Miedzianka płynie po schodach ganku cicho i majestatycznie
jak anakonda.
Miedzianka jakby nie było urzędu.
Złotolitka jakby nie było bałwochwalstwa.
Łubiny jakby nie było "sto procent".
Znam głębię, w której jest się więźniem i władcą zarazem, jak Persefona.
Niejednokrotnie leżąc w kłującej trawie tam na dole
widziałem jak ziemia zasklepia się nade mną.
Ziemskie sklepienie.
Często, było to połową życia.
Dziś jednak opuściło mnie moje zapatrzenie.
Ślepota odeszła.
Mroczny nietoperz pozbył się twarzy i krąży zakosami w jasnych przestworzach lata.
Thomas Transtroemer |
 Quiryna  --2012.05.13-- |
Najzimniejszy kwiat - wazon z kryształu
Ścięty w pąku roziskrzeń
Jakby się wahał - czy zaistnieć
Ale napełniono go wodą
Zanurzono łodygi konwalii
Z liściem jak szeroki tapczan
Dla miłości bardzo rzeczywistej
I gorący zapach
Zaczął krążyć leniwie
Kalecząc do tęczy
Krawędzie - arterie szkła
Mieczysława Buczkówna: "Szklane kwiaty" |
czarnowidz  --2012.05.13-- |
* * * [Ludzie kładą się spać...]
Ludzie kładą się spać
Przed snem dobrze zjeść jabłko
Ja książę Akwitanii
wspinam się na drzewo
w najlepszym wyjściowym ubraniu
Podglądam sąsiadkę
rozbierają się do snu
Dżuma zniosła sądy wartościujące powiada
inny Francuz też szalony
Lewa pierś sąsiadki
jest nieco większa od prawej
Zwichnięta symetria
to właśnie to
Potem spadłem z drzewa
Rafał Wojaczek |
czarnowidz  --2012.05.16-- |
Palenie
Pytam: dlaczego niepalący
wsiadają bez skrupułów do przedziałów
dla palących? Czemu chcą dominować? Czemu
są wiecznie urażeni?
Mój mały przyjacielu, papierosie.
Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek.
Niszczmy się nawzajem, czule
zobowiązani.
Pytam: dlaczego niepalący
nie doceniają naszej samotności,
naszej niemądrej odwagi, naszego
żaru, popiołu?
Marcin Świetlicki |
 Quiryna  --2012.05.16-- |
Dom
co rozbrzmiewa
muzyką
jest jak harfa
jak zieleń
pod oknami
wschodząca
wiolinem
lub obraz
z gęstym borem
jak basowym kluczem
gdzie jaskółka
skryła się
przed burzą
Alicja Jarosława Kolanowska: Refleksja. W: "W bibliotece Wielkiej Niedźwiedzicy". Wieliczka 1998. - s. 23 |
stokrotka33  --2012.05.17-- |
Z miłością
Miłości się uczę
Jak pierwszych kroków
Bo ona jest wieczna
I niesie nam spokój
Z miłością się budzę
Zawsze w stronę światła
A ona wciąż cierpliwa
Choć nigdy nie jest łatwa
Z miłością się zmawiam
Nie ja pierwszy
Bo miłość choć krucha
Jednak zwycięży
Z miłością się zmawiam
Jak pszczoła z miodem
I niosę plaster wierszy
Ja mały śmieszny człowiek
Z miłością się zmawiam
Przeciw śmierci
Na ten czas życia
Czas kaleki
Krwią z serdecznego palca
List piszę przeciw śmierci
I zawieram życiowy
Pakt o nieagresji
Z miłością się zmawiam
Na złe i dobre
I choć wkoło śmierć
Inaczej nie mogłem
Z miłością się zmawiam
Wciąż przeciw śmierci
Ja mały śmieszny człowiek
Z bukietem polnych wierszy
Adam Ziemianin |
stokrotka33  --2012.05.18-- |
Rozmowa bez słowa
Z tobą choćby pomilczeć
jakże jest ciekawie
gdy siedzisz cała piękna
przy swej małej kawie
I podnosisz filiżankę
nie nazbyt wysoko
jakbyś chciała sprawdzić
czy jeszcze jest po co
Włosy twe kochane
oczy twe kawowe
jakże Cię podziwiam
w tej cichej rozmowie
Adam Ziemianin |
 Quiryna  --2012.05.18-- |
Ojczyzna - kiedy myślę
- Wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam,
mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica,
która ze mnie przebiega ku innym,
aby wszystkich ogarniać
w przeszłość dawniejszą niż każdy z nas:
z niej się wyłaniam... gdy myślę Ojczyzna
- by zamknąć ją w sobie jak skarb.
[...]
Ojczyzna - kiedy myślę - słyszę jeszcze dźwięk kosy,
gdy uderza o ścianę pszenicy
łącząc się w jeden profil z jasnością nieboskłonu...
Karol Wojtyła: "Myśląc - Ojczyzna" |
stokrotka33  --2012.05.18-- |
Uśmiech dla Pana Boga
jak tu się nie uśmiechać
dziś do Pana Boga
gdy wyświęca się wkoło
rajska pogoda
trzmiel wtula się
w płatki
zbierając mi metafory
bez odurzony niebem
pachnie jak szalony
siwy koń z baśni
pasie się na łące
i w pręcikach dmuchawców
roziskrzone słońce
chciałbym uśmiechem
odwdzięczyć się Panie
za to zielone
traw zmarwychpowstanie
za ważkość ważki i chwilowość chwili
która za chwilę w wieczność się przesili
za to wśród życia
ziemskie zabłąkanie
chciałbym uśmiechem
odwdzięczyć się Panie
z tym dniem majowym
życiu tak do twarzy
że w podzięce czymś ciepłym
muszę Cię obdarzyć
Józef Baran |
 Quiryna  --2012.05.19-- |
błogosławiony brzeg
do którego zawsze powracasz
pozdrowione ziarenka piasku
w których ptactwo brodzi niestrudzone
poświęcone tobą wszystkie lądy
uwielbione rośliny
i wodne stworzenia
niech będzie pochwalone na wieki wieków
morze
Beata Wołoszyn: ***. W: Słowochron. Jastrzębie Zdrój 2011. - s. 59 |
 WJP  --2012.05.19-- |
"Filandia"
Nigdy nie będzie takiego lata.
Nigdy nie będzie takiego lata.
Nigdy policja nie będzie taka
uprzejma,
a straż pożarna nie będzie
tak szybka i sprawna.
Nigdy papieros nie będzie tak smaczny,
a wódka zimna i pożywna taka.
Nigdy nie będzie tak ślicznych dziewcząt.
Nigdy nie będzie tak pysznych ciastek.
Reprezentacja naszego kraju
nie będzie miała takich wyników już nigdy.
Nigdy nie będzie takich wędlin,
takiej coca-coli,
takiej musztardy
i takiego mleka.
Nigdy nie będzie takiego lata.
Słońce nie będzie nigdy już tak cudnie
wschodzić - zachodzić,
księżyc
nie będzie
tak pięknie wisiał.
Nigdy
nie będzie
takiej telewizji, takich kolorowych gazet,
nigdy
nie będziesz dla mnie miła taka,
nigdy ksiądz nie będzie mówił
tak mądrych kazań,
nigdy organista tak pięknie nie zagram
nigdy Bóg nie będzie tak blisko,
tak czuły i dobry jak teraz.
Nigdy
nie będzie
takiego lata
nigdy
nie będzie
takiego lata...
Nad horyzontem błyska się
i słychać szczęk
żelaza.
Marcin Świetlicki |
stokrotka33  --2012.05.21-- |
Zakochani
W śniegu słońcem połączeni
Plotąc tkliwości przędze
Ponad czasem żyją
Sami w wirze zdarzeń
Krok za krokiem
Krok za krokiem
Idąc krokiem sarnim
Zakochani
Deszczu krople ci utoczę
W świecidełko przejrzyste
Rozniebieszczę morze
Rozszeleszcze liście
Coraz bliżej
Coraz bliżej
Wspólne oddychanie
Zakochani
Dam na dłoni ciepła garstkę
Oczu palcami dotknę
Chcesz powróżę z kart Ci
Cisze zwielokrotnię
Lat już tyle
Lat już tyle
Połączeni snami
Zakochani
Na kobiercu resztek zimy
Ręce związane chmurą
Biblia Połoniny
Błogosławią góry
Dokąd idą
Dokąd idą
Życia stromą granią
Zakochani
Wojciech Bellon |
|